Stefan Paruch patrzy na Szymańskiego bez gotowych odpowiedzi

Stefan Paruch patrzy na Szymańskiego bez gotowych odpowiedzi

FOT. Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce

W salach Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce twórczość Mieczysława Szymańskiego spotyka się ze współczesnym malarstwem. Po prezentacji Tondy Kinoko przychodzi kolej na Stefana Parucha - artystę, który w tej rozmowie stawia na intuicję, eksperyment i twórczą wolność. 🎨

  • Wystawa „Mieczysław Szymański (1903-1990). Tonda Kinoko i Stefan Paruch - rozmowa z nieobecnym” otwiera malarską rozmowę
  • Paruch pokazuje, że obraz zaczyna żyć dopiero poza projektem
  • Nowa praca dopisuje własny akcent do historii Szymańskiego

Wystawa „Mieczysław Szymański (1903-1990). Tonda Kinoko i Stefan Paruch - rozmowa z nieobecnym” otwiera malarską rozmowę

Stefan Paruch nie mieści się w jednej artystycznej szufladzie. Jest malarzem, artystą multimedialnym, montażystą filmowym i wykładowcą akademickim. Studiował malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie , pracując w pracowniach Leona Tarasewicza i Jarosława Modzelewskiego. W 2006 roku ukończył Wyższe Studium Montażu PWSFTViT w Łodzi .

Od 2008 roku wykłada w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, a dziś kieruje tam Instytutem Edukacji Artystycznej. Wspólnie z Moniką Masłoń stworzył projekt i książkę „Wzornik - narzędzie do nauki posługiwania się z obrazem” z 2022 roku.

Paruch działa także poza uczelnią. Organizował projekty badawcze i wydarzenia artystyczne, kuratorował wystawy zbiorowe, a wraz z grupą artystów współtworzy pracownię przy ulicy 11 Listopada w Warszawie. Jednym z ważniejszych przedsięwzięć, przy których pracował, jest „Skraj /Am Rand”, obejmujące sesję i cykl wystaw realizowany w latach 2023-2026.

W ostrołęckiej ekspozycji jego obecność nie polega na prostym naśladowaniu Szymańskiego. To raczej próba wejścia z jego obrazami w dialog i sprawdzenia, co dzieje się z malarstwem, kiedy artysta przestaje kurczowo trzymać się wcześniej ustalonego planu.

Paruch pokazuje, że obraz zaczyna żyć dopiero poza projektem

W katalogu wystawy Stefan Paruch opowiada o twórczości Mieczysława Szymańskiego jak o procesie ciągłego poszukiwania. Zwraca uwagę, że obraz nie daje się do końca zaplanować, bo przypadkowy ruch pędzla, inny kolor czy zmiana gęstości farby potrafią otworzyć zupełnie nową drogę.

„Wszyscy malarze wiedzą, że obrazu nie da się zaplanować. Możesz oczekiwać jakiegoś rezultatu, ale wystarczy, że się pędzel obsunie, zbierzesz inny kolor i nagle okazuje się, że ten ton jest lepszy. Samo szukanie jest niezwykłą wartością, daje energię. Wystarczy zmienić podkład albo kolor, użyć farby o innej gęstości, żeby malowanie znowu stawiało opór. Myślę, że podobnie było w przypadku Szymańskiego - w tym, co zostało po nim, jest niechęć do znalezienia odpowiedzi i do powielania”.

W tej interpretacji ważna staje się modularna siatka, którą Szymański wykorzystywał jako konstrukcję dla swoich kompozycji. Paruch podkreśla jednak, że malarz z czasem zaczął przekraczać własny porządek. Rysował w poprzek, budował układy wbrew ustalonej strukturze, a obraz stopniowo uwalniał się od zbyt sztywnych reguł.

To właśnie intuicja, zdaniem Parucha, pozwalała Szymańskiemu znajdować niemal nieskończoną liczbę wariantów. W jego pracach artysta dostrzega więcej natury niż chłodnego projektowania, a rytm obrazu porównuje do języka Paula Klee. Nie chodzi o wierne odtwarzanie świata, lecz o wydobycie z niego głębszego porządku.

Nowa praca dopisuje własny akcent do historii Szymańskiego

Wystawę uzupełnia praca Stefana Parucha „Lichtpunkt 110.4” z 2026 roku, wykonana akrylem na płótnie o wymiarach 70 x 70 cm. Jej obecność pozwala spojrzeć na dorobek Szymańskiego nie jak na zamknięty rozdział, ale jak na punkt wyjścia dla kolejnych artystycznych odczytań. 🖼️

Paruch zwraca też uwagę na edukacyjny wymiar tej historii. Wspomina Wojciecha Jastrzębowskiego, który ośmielił Szymańskiego do projektowania tkanin, choć nie musiał być to jego pierwszy wybór. Później sam Szymański, już jako profesor, pomagał studentom rozwijać własny język zamiast podsuwać im gotowe recepty.

„Musiał być pedagogiem, który nie daje gotowych rozwiązań, tylko tworzy ramę, przestrzeń, w której ktoś inny może się sam rozwijać. Prawdopodobnie dlatego był tak ceniony”.

Właśnie ten rodzaj spotkania proponuje Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce: nie rekonstrukcję cudzej twórczości, lecz żywą wymianę między artystą nieobecnym a tymi, którzy próbują odczytać go na nowo. Po jednej stronie zostaje siatka, rytm i natura zakodowana w obrazie. Po drugiej - współczesne spojrzenie, które nie boi się zejść z wyznaczonej linii. ✨

na podstawie: Muzeum Ostrołęka.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.